BM Wrocław 2012

DSCF6895Ładna wiosna nie wróżyła tego co nam zgotowała pierwsza edycja Bike Maratonu we Wrocławiu. Prognozy zapowiadały deszcz, ale jako, że dla rowerzystów nie ma złej pogody, podszedłem do tego jak zawsze, pelerynka i będzie ok. Padający w nocy i od rana ciągle deszcz doprowadził wraz z pierwszymi sektorami startowymi drogę do postaci lekkiej lepkiej breji. Na dodatek było niestety zimno, co przy opadach nie pozwoliło na prawidłową rozgrzewkę jedynie człapanie w deszczu. Prawie prosto z kurtek wyskok do sektorów startowych 30 minut prysznicu w sektorach … brrrr. Zasadniczo nie było żadnego wyboru toru jazdy, rower jechał tam gdzie chciał i tylko trzeba mu było na to pozwolić i przeć do przodu. Siadanie na koło dawało efekt taki, że oprócz deszczu – kąpiel błotna z kół poprzednika. Wprowadzone przez organizatora zmiany trasy, spowodowały podniesienie jej atrakcyjności i trudności, niemniej jednak wąskie gardła w lesie i na gruncie były rozjeżdżone na max.Piotr Impreza dobrze zorganizowana, trasa fajnie oznakowana. Pogoda i pierwsza edycja nastrajała „tłum” startujących optymistycznie, tak, że odczuwam dużą poprawę kultury jazdy współuczestników, którzy znosili wszelkie trudności z cierpliwością, uczestnicy skupili się na walce z pogodą, rowerem i sobą …  Wracając do mojego startu, byłem do tego stopnia optymistą, że znając poprzednie edycje wystartowałem na oponach dobrych, ale nie na tę pogodę. Cała Nasza ekipa się śmiała, że zawsze wożę zapasowe koła (notabene z oponami nobby nicki) a teraz przyjechałem jak nowicjusz, zdany tylko na to co na rowerze. Jak większość startujących po maratonie musiałem oddać rower do serwisu – wszędzie piaseczek, klocki hamulcowe mocno zużyte itd.
Impreza ciężka, co powoduje uczucie satysfakcji z jej ukończenia.

Autor Piotr R.

Dodaj komentarz